Urodzony w niedzielę

obraz-027obraz-026obraz-025obraz-024obraz-023obraz-022obraz-021obraz-020obraz-018obraz-017obraz-016obraz-015obraz-013obraz-012obraz-010obraz-009obraz-008obraz-006obraz-005obraz-029

Zacznę moje opowiadanie od mojego psa. W zasadzie w papierach to jest pies mojego syna, ale w realu to mój. Ze mną chodzi na spacery, ja go karmię, ze mną śpi i jeździ na wycieczki, nawet na grzyby. Ranking ulubionych miejsc Kubka, bo tak go syn nazwał, jest następujący:

Grzybek i wzgórze Krzywoustego, wzgórze Kościuszki, Bóbr za mostem kolejowym przy „polu golfowym”, Bóbr przy wodospadzie, Bóbr w Raszycach, park i las koło „basenu wojskowego”, las przed stadionem wojskowym, góra szybowcowa, Rakownica, wzgórze przy Paulinum, „Balaton”, wzgórze i las koło krzyża, Perła Zachodu, las za „Juwenturem”, park koło poczty na Kiepury, park koło Lidla na Ogińskiego, las przy poligonie w Jeżowie Sudeckim, park i gaj za Obrońców Pokoju obok mostu na ścieżkę, las za JelCarem , „okrągły stół” na Zabobrzu.

A teraz przejdziemy do efektów tych spacerów i szczęścia z pożycia małżeńskiego. Dzisiaj byłem z Kubkiem w lesie koło Jeżowa Sudeckiego i zebrałem pięć podgrzybków. Wieczorem sobie usmażyłem z cebulą i papryką. Mam to szczęście zawsze jak pójdę do lasu z Kubkiem, obojętnie do którego. Zawsze znajdę parę koźlaków, prawdziwków, maślaków, kurek, a nawet rydze. Pies się wygania i wyszaleje, a ja zrelaksuję od chorego systemu.

Żona moja przywiozła z Niemiec robot do robienia ciasta i chleba. Często teraz jemy własny chleb i tyję coraz bardziej od słodyczy. Oraz z nieróbstwa. Dzisiaj umieszała i upiekła ciasto ze śliwkami (własnymi) i z pianką. Palce lizać. Zaniosła trochę mojej mamie, która bardzo chwaliła, a jest kucharką. Dzieci też zadowolone i nie musimy kupować w Biedronce chemii. Porobiłem zdjęcia, powiem Niemcom, że sam piekę i będę miał fajne C.V. Ja jestem w niedzielę urodzony. I faktycznie i praktycznie. Nie pracuję, nie zarabiam i jem zdrowe słodycze. Za co ta żona mnie tak pieści?