Partyjniactwo

393465533_10224840276693461_5995482856194365141_n387775094_10224797235617461_6512081273364085012_n386093775_10224797236297478_8729887282313155185_n369074877_10224474948480484_379499847776640220_n365042448_10224367958605804_6933703390549445216_n36987934_10212302713862226_4302586963120095232_n23754794_1357895071004182_4510595497953920345_n500_F_688189570_iUjywgIKXJ97kTiLsecBTY5a3bkazzKN4popis2na-tekstcsm_2302_R_S-Aufmacher1_99903a28f4canvasa6bc2ea3-6afe-4ba7-a1b8-afdb203ab083638742837130508854534915163_10230472286970198_451412762215492572_n533453364_10230472296450435_5113109006360962394_n3499480314_9949111718487085_4825093501741645640_n499229452_2101253900370751_5486598795075686472_n469348151_10227956624360205_7198560681275017278_n419407555_10225222998021255_7495942062507849188_n419234752_10225222998381264_2777687743504711444_n419185829_10225223003541393_8917467960356822000_n419176763_10225223007581494_1401292526816493534_n

„Partyjniactwo” to określenie używane zwykle w sensie negatywnym – opisuje sytuację, gdy interesy partyjne (utrzymanie władzy, lojalność wobec lidera, budowanie układów i „stołków”) stają się ważniejsze niż interes obywateli czy państwa.

Typowe cechy partyjniactwa:

obsadzanie stanowisk „po linii partyjnej”, zamiast według kompetencji,

głosowanie wbrew własnemu sumieniu czy interesowi społecznemu – tylko dlatego, że tak nakazuje dyscyplina partyjna,

traktowanie państwa jak „łupu wyborczego”, którym zarządza się dla dobra własnej formacji,

stawianie „wygranej partii” ponad dobrem wspólnym, konstytucją czy prawem.

W debacie publicznej w Polsce (i nie tylko) słowo to jest często używane jako zarzut, że partie bardziej walczą ze sobą niż zajmują się problemami ludzi.

Partyjniactwo po polsku

W Polsce partia to nie tylko partia. To drużyna piłkarska, klub kibica, firma rodzinna i związek wyznaniowy w jednym.

Kibicuje się jej nie dlatego, że dobrze gra, ale dlatego, że „to nasza”.

Nieważne, że czasem strzelają gole do własnej bramki – ważne, żeby „tamci” przegrali.

Partyjniactwo zaczyna się od góry: stanowiska w spółkach i urzędach obsadza się jak miejsca przy stole wigilijnym – „kuzyn na pocztę, szwagier do elektrowni, a zięć… zięć to się nada na dyrektora”.

Potem schodzi niżej: radny powiatowy woli zagłosować tak, jak powie przewodniczący klubu, niż tak, jak prosi go sąsiad spod płota.

A wyborca? Często zachowuje się jak kibic na trybunach: „nasi” – najlepsi, „tamci” – złodzieje.

I tak oto polityka przypomina wieczny mecz Legii z Wisłą, w którym nikt nie patrzy na wynik, bo najważniejsze, żeby wróg dostał po kostkach.

Bajka o dwóch plemionach

Dawno, dawno temu, w Krainie Międzyrzecza żyły dwa wielkie plemiona: Niebiescy i Czerwoni.

Od pokoleń walczyli o tron w stolicy.

Kiedy Niebiescy zdobywali tron, od razu obsadzali wszystkie urzędy swoimi:

– „Ty będziesz zarządcą lasu, bo lubisz grzyby. A ty – szefem skarbca, bo umiesz liczyć do dziesięciu. Reszta – na państwowe posady!”

Czerwoni czekali cierpliwie, aż Niebiescy się potkną.

A gdy przejmowali władzę, robili dokładnie to samo:

– „Precz z Niebieskimi! Teraz nasi dostają stołki. Nie dlatego, że się znają – tylko dlatego, że są nasi.”

Lud Krainy Międzyrzecza patrzył na to i kręcił głową:

– „Może wreszcie ktoś pomyśli o naprawie mostów, szkołach dla dzieci i chlebie na stole?”

Ale plemiona miały ważniejsze sprawy: wojnę o tron.

Kłóciły się dniem i nocą, aż nikt nie zauważył, że most się zawalił, szkoły się sypią, a w spichlerzu zostało tylko trochę suchej kaszy.

I tak plemiona walczyły dalej – szczęśliwe, że „tamci” nie siedzą na tronie.

A lud? Cóż, lud coraz częściej powtarzał:

– „Może tron nie jest dla plemion, tylko dla nas wszystkich…”